Do niedawna z Mazur w poszukiwaniu lepszego życia raczej wyjeżdżano. Po pandemii coraz więcej osób migruje w przeciwnym kierunku, odnajdując tu wolniejszy rytm życia na własnych warunkach. Jedną z nich jest Ewa Bakota, która stoi na czele społeczności mazurskich osadników z całej Polski. W rozmowie z Hubertem Górskim zdradza, dlaczego Mazury są dla niej tak magnetycznym miejscem na mapie kraju.
– Kobieta Sukcesu Warmii i Mazur 2024 – taki tytuł przyznała ci Fundacja Moda na Warmię i Mazury. Jak to się stało, że przyznano go kobiecie z zewnątrz i to takiej, która mieszka na Mazurach dopiero trzy lata?
– Sądzę, że kapituła konkursu doceniła nie tylko mnie, ale przede wszystkim aktywność społeczności Mazurskich Ruinersów, którą stworzyłam. Moją zasługą jest to, że powołałam ją do życia, a obecną rolą – dbanie o to, by nie gasł w niej społecznikowski zapał. To, że trafiłam do grona laureatek nagrody, jest nie tylko zaszczytem, który świadczy o tym, że powoli jestem coraz mniej obca, a bardziej swoja, ale i zobowiązaniem do dalszej pracy. Myślę o założeniu fundacji, by Ruinersi mogli działać na większą skalę.

Mazurscy Ruinersi to ludzie, którzy pokochali Mazury tak bardzo, że przeprowadzili się tutaj z odległych zakątków Polski. Zamieszkali na wsi w przedwojennych siedliskach, którym dali drugie życie. Na Mazury przenieśli się w poszukiwaniu spokoju, a odnaleźli tu o wiele więcej. Dziś ratują zabytki i chronią przyrodę, organizują wydarzenia kulturalne i uczestniczą w życiu lokalnych społeczności. Grupa liczy ponad 800 członków.
– Co planujecie?
– Zależy nam przede wszystkim na krajobrazie Mazur, ich dziedzictwie kulturowym i historycznym. Marzy mi się przekonanie jak największej liczby osób, także tutejszych, że uroda mazurskiego krajobrazu wynika nie tylko z piękna natury, ale i uroku przedwojennej architektury. Chciałabym uwrażliwiać mieszkańców Mazur na to, że piękno tutejszego pejzażu wynika z harmonii architektury i przyrody. Tworzą go i jeziora, i lasy, i stare domy! Mogą być komfortowe, można dostosować je do potrzeb współczesnego życia i remontować z poszanowaniem dawnej tkanki architektonicznej. Na marginesie – to zwykle tańsze niż budowa nowego domu.
– Skąd wzięła się twoja fascynacja Mazurami?
– Od wielu lat marzyłam o spokojniejszym życiu na wsi. Mazury były oczywistym kierunkiem – stąd pochodzi mój mąż. Pokochałam je, bo są nie tylko piękne, ale i fascynujące. Mają ciekawą, choć trudną historię, a dziś tworzy je dziedzictwo różnych kultur i prawdziwa mozaika wielu tożsamości. To ogromne bogactwo.
– Chciałaś mieszkać na wsi, ale mieszkasz także w Ełku.
– Część roku mieszkamy na wsi, a część w Ełku. Mamy tu mieszkanie w kamienicy w samym centrum. Planowaliśmy spędzać na Mazurach tylko połowę roku, a zimę przeczekiwać w Warszawie, ale kiedy przenieśliśmy się tu, żeby doglądać remontu domu na wsi, okazało się, że Ełk to cudowne miejsce do życia. Piękne miasto pełne zachwycających kamienic, malowniczo położone nad samym jeziorem, spokojne i kameralne, ale na tyle duże, by cieszyć się miejskimi przyjemnościami, takimi jak kino, wystawy, dobre restauracje czy szkoły jogi. Wszystko to mamy w zasięgu spaceru. Po życiu spędzonym w Warszawie doceniam bardzo tę harmonię natury i kultury, którą daje Ełk.






