Rozmowa z ppłk. Pawłem Supińskim: Żołnierzem się jest, a nie bywa

0
295

Jego znajomi mówią, że jest pasjonatem służby. Pełni ją od 25 lat. Ma za sobą udział w misjach w Afganistanie i na Bałkanach. W wojskach specjalnych zdobył cenne doświadczenia, które teraz przekuwa w konkretne metody formowania młodych adeptów munduru. Poprzeczkę zawsze stawia sobie wysoko. Dziś podpułkownik Paweł Supiński dowodzi 44. Batalionem Lekkiej Piechoty w Ełku. W rozmowie z Hubertem Górskim, dyrektorem generalnym Fundacji Wsparcia Nauki i Biznesu opowiedział o realiach służby i swoich doświadczeniach.

– Dostał Pan ważne zadanie objęcia dowództwa nad 44. Batalionem Lekkiej Piechoty, który tu – w Ełku – uformował się stosunkowo niedawno. Postrzega Pan to jako wyzwanie zawodowe i możliwość wykazania się?

– Zdecydowanie tak. Formowanie batalionu to jest naprawdę bardzo skomplikowana sprawa, przede wszystkim ze względu na logistykę i administrację. Ale tak naprawdę formowanie batalionu to jest zespół ludzi, którzy wiedzą, jak w danych obszarach się poruszać i właśnie taki zespół ludzi udało mi się dobrać. Mogę śmiało powiedzieć jako dowódca, że czasami rozumiemy się bez słów. Będąc poza jednostką, w podróżach służbowych wiem, że ten batalion funkcjonuje dobrze i po powrocie nie zaskoczy mnie nic, co jest niewykonane na czas. Wręcz przeciwnie, wiele rzeczy jest wypracowanych do przodu. Zostaję jedynie poinformowany, jaka jest sytuacja taktyczna, aby móc płynnie wejść do dalszego działania i dowodzenia batalionem.

– Mówi Pan, że wojsko to pozytywne doświadczenie. Czy podczas misji i operacji specjalnych, w których Pan uczestniczył, nigdy nie było myśli, żeby zrzucić mundur?

– Będąc tam nie, nigdy nie było takiego zwątpienia. Moi koledzy, znajomi, którzy nie są związani z wojskiem zawsze mówią, że jestem pasjonatem tego, co robię i myślę, że po części tak jest. W wojsku jestem już 25 lat. Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni. Najgorsze jest, jak się traci przyjaciela, kolegę, żołnierza na wojnie. Natomiast nie myślałem nigdy, żeby zrzucić mundur i zająć się czymś innym. Przyjdzie taki czas, ale to na pewno nie będzie na zasadzie zwątpienia. Zawsze to powtarzałem swoim żołnierzom: „Żołnierzem się nie bywa, żołnierzem się jest”. Czy ten mundur mam na sobie, czy odejdę na emeryturę – żołnierzem się jest do końca.

– Fundacja Wsparcia Nauki i Biznesu jest pierwszą organizacją pozarządową, z którą ełckie wojsko współpracuje.
– Zgadza się. To pierwsza fundacja, z którą nawiązaliśmy współpracę. Na przełomie ostatnich dwóch lat była ona bardzo owocna i wszystko wskazuje na to, że będziemy ją rozszerzać. Plany są duże. Może jeszcze nie będę zdradzał, jakie konkretnie, ale jesteśmy już po rozmowach z zarządem. Mam nadzieję, że w najbliższej przyszłości fundacja na stałe wpisze się we współpracę naszego batalionu z organizacjami pozarządowymi. Będzie to tylko i wyłącznie z korzyścią dla batalionu i całej brygady.

– Co, z Pana perspektywy, jest najlepsze w służbie?

– Z mojej perspektywy? Najlepsze w służbie jest to, że jestem żołnierzem. Tak jak mój dziadek, który żył i walczył w czasie drugiej wojny światowej i bronił swojego kraju. Ja też wypełniam te obowiązki. Może nie w czasie kryzysu zbrojnego i oby nigdy taki nie nastał, bo to jest ciężki okres dla całego kraju. Mundur, orzeł i rota przysięgi – to jest chyba najważniejsza rzecz dla żołnierza.

– Ełk to Pańskie rodzinne miasto. Czy zawsze były plany, żeby tutaj się osiedlić i pracować, czy to wynikło trochę z różnych wyzwań zawodowych?

– Tak, Ełk jest moim rodzinnym miastem, tu się urodziłem. Pierwsze kroki w edukacji też stawiałam w Ełku, bo ukończyłem Szkołę Podstawową nr 7, potem Technikum Budowlane. Później, na długie lata, musiałem rozstać z Ełkiem, aczkolwiek zawsze był bliski memu sercu. Najpierw szkoła oficerska we Wrocławiu, następnie służba w innym garnizonie i w innym mieście… Ta przerwa zajęła 23 lata. Przyszedł czas, że wróciłem. I jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.

Komentarze z facebooka

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj