1 maja świętowaliśmy 20. rocznicę wejścia Polski do Unii Europejskiej. W całym kraju zorganizowano z tej okazji konferencje, szkolenia, imprezy kulturalne czy rodzinne pikniki. Podczas seminarium w Szczytnie w roli eksperta wystąpiła Henryka Bochniarz. Podczas wydarzenia rozmawiał z nią Hubert Górski.
– Mimo dwóch dekad w Unii Europejskiej wciąż pokutuje w nas przekonanie, że my jesteśmy gdzieś obok, a unijne sprawy nie do końca nas dotyczą. Jak zaradzić takiemu myśleniu?
– Z jednej strony jest to kwestia odpowiedniej promocji projektów dofinansowanych przez Unię. Wydaje się, że nie potrafimy sprzedawać tego wszystkiego tak, żeby ludzie zobaczyli, że to ich dotyczy. Druga sprawa to edukacja. Na temat tego, czym jest Unia Europejska i jak działa powinniśmy uczyć już od przedszkola. Szkoły podstawowe powinny zabiegać o wymiany nauczycieli i uczniów – to samo tyczy się szkół średnich i uczelni. Erasmus to przecież jeden z najlepszych patentów unijnych! Po prostu trzeba maksymalnie ludzi wciągać, żeby pojechali tam i zobaczyli, że nie są na zewnątrz, tylko w środku. Do tego wizyty w Parlamencie Europejskim. To wszystko jest do zrobienia! Nasi europarlamentarzyści mają budżety na to, żeby zapraszać gości i pokazywać im funkcjonowanie unijnych organów.
– Współpraca to słowo klucz, jeśli mówimy o rozwoju Polski w najbliższych latach?
– Oczywiście. To nie może być tak, że premier czy minister spraw zagranicznych jedzie na ważne spotkanie. To wszystko, co jest postrzegane jako polityczne przedsięwzięcie, daje potem takie efekty, że frekwencja w wyborach do Europarlamentu jest niska. Z jednej strony ludzie mówią „Chcemy być w Unii”, doceniają to, co jest związane z finansowaniem projektów unijnych, a nie przekładają tego na fakt, że muszą mieć wpływ na realizację tych programów. A to się robi przez wybór właściwych ludzi, którzy wejdą do Parlamentu Europejskiego. To „rozdwojenie jaźni” jest bardzo niepokojące. Jeśli my nie stworzymy całego zaplecza instytucji – fundacji, stowarzyszeń, różnego typu aktywności, które będą szukały dla siebie partnerów, to tego się nie da zrobić.
– Warmia i Mazury zmieniły się diametralnie dzięki wykorzystaniu funduszy unijnych. A jaka lekcja, Pani zdaniem, pozostała nam jeszcze do odrobienia?
– Warmia i Mazury przez lata były postrzegane jako koniec Polski – i mamy tego skutki w wykluczeniu komunikacyjnym, cyfrowym, kulturalnym. Ale może właśnie dzięki temu nie mamy tu kopalni, wielkich przedsięwzięć inwestycyjnych, które zdemolowały tyle regionów w Polsce. Z tego powinniśmy korzystać. To jest region, w którym można mieć dziesiątki pomysłów i w którym ludzie szukają życia z dala od zniszczonego środowiska – ale trzeba w to inwestować. Programy ochrony klimatu i środowiska pozwalają wykorzystywać atuty, które już mamy. Jeśli tego nie zrobimy, to naprawdę będzie świadczyło o tym, że znowu minęliśmy jakiś moment, który był dla nas (Warmii i Mazur – przyp. redakcji) dobry.

Dr Henryka Bochniarz – ekonomistka i polityczka. W 1991 była ministrą przemysłu i handlu. Startowała w wyborach prezydenckich w 2005 roku. Założycielka i przewodnicząca Rady Głównej Konfederacji Lewiatan. Jest wiceprezydentką BusinessEurope, największej organizacji pracodawców w Unii Europejskiej. W latach 2006-2014 prezeska Boeinga na Europę Środkową i Wschodnią. W 2010 roku została powołana w skład Narodowej Rady Rozwoju, a w 2015 roku została członkinią nowo powołanej Rady Dialogu Społecznego. Od lat angażuje się w działalność społeczną. Utworzyła Fundację Prymus działającą na rzecz wyrównywania szans edukacyjnych dzieci z obszarów wiejskich. Współtworzyła Kongres Kobiet – stowarzyszenie dążące do równych praw kobiet i mężczyzn oraz zwiększenia udziału kobiet w życiu publicznym. Henryka Bochniarz jest także pomysłodawczynią i wieloletnią współfundatorką Nagrody Literackiej NIKE dla najlepszej książki roku.





